Ponieważ było późno, wraz z Luną od razu po powrocie położyłyśmy się spać. W sumie ja nie spałam, ani sekundy, ale to tak na marginesie. Właśnie wybiła 7.00. Przeciągnęłam się i ruszyłam w stronę łazienki. Umyłam zęby i buzię. Popatrzyłam na lusterko - miałam wielkie wory pod oczami. Chlapnęłam sobie w twarz zimną wodą. "Od razu lepiej" pomyślałam. - Ranny ptaszek, hę? - zapytała Luna, która najwyraźniej mnie śledziła. - Może trochę - uśmiechnęłam się do niej blado. - Spać mi się chce - marudziłam. - Jest wcześnie, śniadanie dopiero o 10.00, możesz iść jeszczę spać - zaproponowała. - Nie dobra, wstałam to już nie zasnę - zaśmiałam się. - Co mamy pierwsze? - zapytałam.- Transmutacje, Numerologię, Eliksiry, Zaklęcia a potem OPCM - odpowiedziała wesoło Luna. - Ah, jakie to ekscytujące! - powiedziałam sarkastycznie. Luna się zaśmiała swoim oryginalnym głosem i wyszła z łazienki. Pomyślałam przez chwilę o Tomie i zrobiło mi się przykro. Otrząsnęłam się i uśmiechnęłam sama do siebie. Uczesałam włosy w kucyka na bok, a grzywkę spięłam spinką. Ubrałam miętowe tenisówki, czarne spodnie, białą koszulę, na którą zarzuciłam bawełniany bezrękawnik w kolorze chabrowym, z herbem Ravenclaw. Na to zarzuciłam szkolną szatę i ruszyłam w stronę dormitorium. - Cześć, Mickey - usłyszałam znajomy głos. Była to jedna z bliźniaczek Patil. - Witaj - powiedziałam wesoło. - Jak się czujesz? - zapytała Krukonka. - Już lepiej - odpowiedziałam miło. - A ty? - dodałam. - Dobrze. Długo was nie było (miała na myśli mnie i Lunę). Słyszałaś, że jutro Slughorn urządza jedno ze swoich przyjęć? - zapytała mnie, wręczając zaproszenie. Spojrzałam na kartkę, na której pisało: Zapraszam Victorię Julie Lucie Sleepwalker - członkinię Klubu Ślimaka na wieczorowe przyjęcie. Odbędzie się ono wieczorem w godzinach 19-21 dnia 28.09.2012 roku (to już jutro)! Możecie zabrać ze sobą jedną osobę jako towarzysza! Z poważaniem nauczyciel Eliksirów i przewodniczący Klubu Ślimaka - Horacy Slughorn. Uśmiech z mojej twarzy zniknął, a zamiast niego pojawiło się zażenowanie. Nie cierpię tych 'imprez' Slughorna. - Dzięki, a Luna nie jest zaproszona? - zdziwiłam się. - Em.. No nie. Ja się w sumie nie dziwię. Też bym nie zapraszała PomyLunej - odpowiedziała Patil. Cała wypełniłam się złością. - Nie możesz tak o niej mówić! Nie znasz jej! - krzyknęłam na Krukonkę. - No dobra, dobra już się tak nie denerwuj - powiedziała i odeszła. Napuszona doszłam do dormitorium. - Idziemy na śniadanie? - zapytała wesoło Luna. - Tak możemy iść - uśmiechnęłam się, chowając zaproszenie do tylnej kieszeni spodni. Wzięłam szybko z półki różdżkę, którą schowałam za ucho i widmookulary, które założyłam jak opaskę. W przeciągu 15-tu minut znalazłyśmy się w Wielkiej Sali. Przy stole Gryffonów i Ślizgonów panował największy chaos. Wraz z Lovegood usiadłyśmy przy stole Krukonów. Zanim jeszcze zdążyłam dolać sobie dyniowego soku, usłyszałam głos bliźniaków Weasley, którzy wchodzili do sali. Popatrzyłam w tamtym kierunku. Jednak przez to, że zrobiłam to tak szybko i chaotycznie moja ręka trąciłam kielich, który na moją niekorzyść był już wypełniony zimnym napojem, przez co wylałam jego zawartość na swoją szatę. Odruchowo wstałam jak oparzona z głośnym piskiem. Wszyscy obecni skierowali swój wzrok na mnie. Ja potrafiłam się tylko wesoło uśmiechnąć. Nagle podeszli do mnie bliźniacy. - Mokra sprawa - zaśmiał się George. Posłałam ku niemu zabójcze spojrzenie. - Chodź z nami, pomożemy Ci - powiedzieli równo. Mimo iż miałam dziwne przeczucia co do ich pomysłu ruszyłam za nimi. Po kilku minutach znaleźliśmy się w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. Byłam tu nie pierwszy raz, więc nie będę opisywać, co i jak. Na kanapie siedziała Mars, Forgie, Alex, Ginny i Hermiona. Kiedy mnie zobaczyły z wielką, mokrą plamą wybuchnęły głośnym śmiechem. - Co ci się stało? - zapytała powstrzymując się od śmiechu Forgie. - Eh, nic szczególnego - odpowiedziałam radośnie. - Alex, wiem, że długo mnie nie było, więc może mi wyjaśnisz o co chodzi z tymi medalionami - wskazałam na naszyjnik, który wisiał na jej szyi. - A więc tak, ten należy tak jakby do Gryffindoru. Pozostałe 3, tzn. 2, bo jeden to łańcuszek należą do pozostałych 3 domów. Można by tak powiedzieć - odpowiedziała, streszczając historię. - Hm.. To dosyć ciekawe - uśmiechnęłam się promiennie. - Macie pomysł jak to sprać? - zapytałam zmieszana. - Mam na to coś sposób. Choć za mną - powiedział Fred. Ufałam mu, lecz o ten pomysł można było się kłucić. - Okej, już się boję - powiedziałam niepewnie. Weasley wszedł do dormitorium, a ja zaczekałam na schodach. Po minucie oczekiwania wyszedł trzymając w dłoni szmaciany woreczek. - Wetrzyj ten proszek w plamę, powinno zadziałać - uśmiechnął się i usiadł koło mnie. Był ode mnie o 3 cale wyższy. To sprawiało, że czułam się mała. Zaczęłam wcierać to sypkie coś w moją szatę. - Gdzie byliście z Lovegood przez ten czas? - zapytał mnie po chwili Fred. - Em.. Na wakacjach musiałam odpocząć od szkoły - skłamałam. Obiecałam Tomowi i Alice, że nikomu nie powiem, że byliśmy tam, gdzie byliśmy. Trudno mi było okłamywać Freda, ale zawsze dochowywałam tajemnic przyjaciół. - Kłamiesz - odpowiedział. Jak on to rozpoznał? - Nie prawda! Czemu tak myślisz? - wstałam i popatrzyłam na niego obrażonymi oczami. - Widzę to. Mnie nie okłamiesz, Mickey. Więc gdzie byłaś? - zapytał. - No przecież Ci mówię, że wyjechałam, bo musiałam odpocząć! - krzyknęłam na niego. - Nie chcesz powiedzieć to nie. Lecz nie myśl, że zostawię to tak o - powiedział. Przygryzłam dolną wargę i naburmuszona usiadłam na schodach. - Jak się czujesz? - zapytał. - Teraz? Beznadziejnie - powiedziałam. Fred przybliżył się do mnie i pocałował w usta. - A teraz? - ponowił pytanie. - Lepiej - uśmiechnęłam się do niego. - Przepraszam, ale Luna na mnie czeka - uśmiechnęłam się do niego i cmoknęłam w policzek. Wyszłam z pokoju wspólnego Gryfonów, odmachując i żegnając się ze wszystkimi.
***
- Chodź szybciej, bo spóźnimy się na OPCM! - popędzała mnie Luna. Właśnie biegłyśmy do sali na ostatnią już dzisiaj lekcję. Książki jednak utrudniały mi tą wyprawę. Wbiegłyśmy do sali. Snape'a jeszcze nie było. Usiadłyśmy koło grupki Krukonów i powoli łapałyśmy oddech. Całe szczęście, że zdążyłyśmy przed profesorem. Inaczej było by trochę kiepsko. - Na najbliższych lekcjach będziemy się uczyć jak wyczarować patronusa - powiedział Sanpe wchodząc do klasy. Mieliśmy te lekcje z Gryffonami. - Profesorze, ale czy patronusy nie wykraczają poza program nauczania w Hogwarcie? - zapytała Hermiona. - Granger, nie mów mi cze go mam uczyć, a czego nie. - warknął Snape.- Przepraszam - odparła Miona.- Aby wyczarować patronusa musicie pomyśleć najszczęśliwsze wspomnienie jakie kiedykolwiek mieliście i wypowiedzieć słowa Expecto Patronum! - wyjaśnił profesor. Cała klasa próbowała wyczarować swojego patronusa. Udało się to Lunie, Hermionie, Alex, Forgie, Mars, Ginny, Ronowi (tak trochę) i oczywiście Harry'emu. - Expecto Patronum! - wypowiedziałam zaklęcie. Ku memu zdumieniu po klasie zaczęła wędrować srebrzysto-błękitna surykatka. - Brawo, Sleepwalker, tak? O czym pomyślałaś? - zapytał się Snape. - O ee, hm.. w sumie to nie pamiętam. Prawie wszystkie moje wspomnienia są pozytywne - uśmiechnęłam się do niego. Przez chwilę wydawało mi się, że jego twarz jest wykonana z kamienia, ponieważ nie zmieniała nawet na sekundę swojego wyrazu. To było trochę dziwne i przerażające. - Uważaj, bo uwierzę - zakpił sobie z mojej całkiem poważnej wypowiedzi.
***
Po lecji poszłam do dormitorium, a ponieważ była to moja ostatnia to szybko się umyłam, zdjęłam szatę i założyłam błękitną bokserkę, do tego białe, materiałowe spodenki - czyli jednym słowem pidżamę i położyłam się spać. Jeszcze raz przeczytałam karteczkę od Alice i odłożyłam ją do szuflady. Popatrzyłam przed siebie. Widmookulary i różdżka odpoczywały na mojej półce, wkrótce będą mi naprawdę potrzebne. Czuję to.
Chyba najleszpy rozdział! :D Nie ma to jak powrót do Hogwartu...♥
OdpowiedzUsuńSuperaśny!
OdpowiedzUsuń