Minął już miesiąc i kilka dni, odkąd ostatni raz relacjonowałam to co się obecnie działo. Dla jasności jest 24 września 2012 roku. Tak, właśnie zaczął się 3 rok mojego pobytu w Hogwarcie. Przepraszam, zła gra słów - powinien się zacząć mój 3 rok w Hogwarcie. Ja i Luna napisaliśmy do rodziców iż jesteśmy już w Pendle. Dobrze usłyszeliście - jesteśmy w Pendle. Nie będę wnikała w to co Alice robi tym biednym królikom 100 metrów za mną więc przedstawię moją aktualną sytuację. Jesteśmy w Pendle. Jest spokojnie. W okół mnie jest pełno czarownic, dobrze mówię CZAROWNIC. Nie takich jak w Hogwarcie. Tutaj jest inaczej. Każda czarownica chodzi w wyblakłej podartej, bądź poszarpanej sukni, coś w stylu średniowiecza. Prawie wszyscy mają na nogach szpiczaste trzewiki, prócz Moudheel'ów, którzy chodzą boso. Można rzec, że jest spokojnie, prócz tego, że wszyscy się miotają po miasteczku z chaty do chaty wyszukując ziół, luster, czy kości. Trochę mnie to obrzydza, ale czuję się tu jak w domu. - Gdzie chcesz się teraz udać, Sleepwalker? - zapytał zgryźliwie Tom. - Do wieży Malkinów. Nie mamy chyba innej opcji - odpowiedziałam oschle - odpowiedziałam. - Mickey ma racje, może nie będziemy tak stali w miejscu i w końcu ruszymy? - zapytała wesoło Luna. Ktoś lekko stuknął mnie w ramię. Odwróciłam się. Ku memu zdumieniu ukazała mi się Koścista Lizzie (mama Alice, ale to już trochę dłuższa i bardziej skomplikowana historia). Wyciągnęłam odruchowo różdżkę. Mam nadzieję, że włos jednorożca w tym przypadku nie zawiedzie. - Victoria! - powiedziała ze zdumieniem i lekkim przerażeniem w głosie Lizzie. - Witam - powiedziałam niechętnie z szacunkiem. - Co sprowadza córkę zdrajcy Malkinów w te okolice? - zapytała niemiło. - Nie mów tak o moim ojcu! (to też dłuższa historia) - nie wytrzymałam. - Dzień dobry - wtrąciła się Luna. Koścista Lizzie zmierzyła ją wzrokiem i prychnęła jak kotka. - Przepraszamy panią najmocniej, ale mamy coś do załatwienia, niestety nie możemy już dłużej z panią rozmawiać, strasznie tego żałujemy, lecz niestety... - powiedziała Luna. W tym momencie podbiegła do nas Alice z nieżywym królikiem, którego trzymała za uszy. Kiedy zobaczyła naszą chwilową towarzyszkę wmurowało ją w ziemie. Przygryzła dolną wargę, z taką siłą, że ta zsiniała. Z jej twarzy w błyskawicznym tempie zniknął uśmiech. W oczach pojawiły się łzy. Bo widzicie, Alice nie rozmawia ze swoją matką. Darzy ją nienawiścią i wrogością. Ma do niej ogromny żal za to, że przez nią jest ona córką Złego* (kolejna długa historia). - Ładna zdobycz dziecko, pozwól, że ja ją wezmę - powiedziała uszczypliwie. Przeszła koło nas, wyrywając Alice królika z dłoni. Ta jednak nie zareagowała. Z jej oka wypłynęła łza. Dziewczyna szybko ją otarła i uśmiechnęła się nieobecnie. - Gdzie jest Tom? - zapytała. To pytanie mnie zdziwiło. Zaledwie dwie minuty temu stał tuż koło mnie... Obejrzałam się. Nikogo znajomego nie dostrzegłam. Nagle coś mnie olśniło. - Oh, nie! Tom! - wykrzyknęłam. Pobiegłam ile sił w stronę wieży Malkinów, która wychylała się nad głowami przechodniów.
***
- Vicky, proszę nie wchodź tam, nie możesz! - wołała Luna. Jednak do mnie nic nie docierało. - Alohomora! - wrota do wieży ustąpiły. - Tom! Tom! - krzyczałam zmartwiona. Nagle kiedy spojrzałam na sam koniec sali zobaczyłam leżącego chłopaka z nożem wbitym w brzuch. Obok niego leżała cała we krwi wiedźma - Mateczka Malkin. Nie panując nad sobą rozpłakałam się. Luna i Alice próbowały mnie uspokoić, lecz słabo im to szło. - Nie to nie może być prawda. Tom! Nie, nie, nie, nie. Tom! - wołałam bez opamiętania. Podbiegłam do jego ciała i wyciągnęłam delikatnie klingę. Był blady jak ściana. Nie mogłam na to patrzeć pobiegłam szybko do Luny i przytuliłam się do niej. Jakby to miało pomóc przyjacielowi. Od moich łez Lovegood miała całą mokrą koszulkę, lecz ona też powstrzymywała się od płaczu. - On uratował mi życie. Nie to nie możliwe, nie Tom. On jest na to zbyt odważny nie - szeptałam. Jednak to nic nie dało. Alice podeszła do mnie i powiedziała łamiącym się głosem: "Wracajmy do Hogwartu, nie możemy nic więcej zrobić Mickey. Jego rodzice już tu są. Pochowają go tak jak na to zasłużył. Nie możesz mu bardziej pomóc. Byłaś jego największym wsparciem. Docenił to." Złapałyśmy się wszystkie za ręce i w przeciągu 5-ciu minut znalazłyśmy się w dormitorium Krukonek. Nie było z nami Alice. Poczułam, że mam coś w kieszeni spodni. 'Jestem cały czas z wami, nie przejmujcie się. Kiedyś was odwiedzę. Wracam do Pendle pomóc rodzicom Toma. Chyba tam zostanę. Nie mogę wiecznie uciekać. Niech los zawsze wam sprzyja!' Ostatnie zdanie przeczytałyśmy z Luną równo na głos.
____________________________________________________________________________________________________________
*Zły - tutaj Diabeł, nazywany też Staruchem.
Niech los zawsze Wam sprzyja! O jezus < 3 Cytat z Igrzysk....rozplywam się *.*
OdpowiedzUsuńheheh. :D
UsuńSupeasne! Loff <3
OdpowiedzUsuńdziękuję. :3 <3
Usuń